24 gru 2010

ŚWIĄTECZNA OPOWIEŚĆ, cz. 1 z 4

– Och, mamo, jakie to pyszne!

– Nie lituj się nad indykiem. Zapewnij dziecku wspaniałe święta! Przetwórnia Gobbler Co. obniża za ceny na Boże Narodzenie...

Pan Ebenezer Scruge odłożył pilota. Obraz na gigantycznej plazmie natychmiast zgasł; z ekranu znikło krzykliwe logo i ucichł głęboki głos lektora. Mężczyzna wstał ze skórzanego fotela i podszedł do barku.

Przesunął palcem wzdłuż rzędu butelek whiskey, zatrzymał się przy jednej z nich, jakby się namyślał, po czym wrócił i wybrał niebieskiego Walkera, stojącego pośrodku. Zawsze pił ten sam trunek, ale lubił najpierw porozkoszować się wyborem.

Dodawszy dwie kostki lodu, Ebenezer uniósł szklankę i przeszedł spokojnie na drugi koniec gabinetu. Za przeszkloną ścianą, w dole, rozciągał się Nowy Jork.

Pusty Nowy Jork. Bo była Wigilia.

Tylko gdzieniegdzie latarnie rzucały blask na zaśnieżone ulice, po których od czasu do czasu przesunęła taksówka. Okna sąsiednich wieżowców były zupełnie ciemne.

Bardzo dobrze, pomyślał Ebenezer, sącząc whiskey. Bardzo dobrze, niech siedzą ze swoimi cholernymi rodzinami i jedzą moje indyki. A jutro niech się cieszą prezentami i znowu jedzą moje indyki! Gdybym ja myślał o zakładaniu rodziny, nigdy nie doszedłbym do miejsca, w którym jestem dzisiaj.

A pan Scruge wiedział, co myśli, bo jako prezes Gobbler Co. sprawił, że firma zawładnęła 40% amerykańskiego rynku przetworów drobiowych. Więc, co z tego, że był samotny?

Nagle światło w pomieszczeniu zgasło. Odwrócił się w chwili, gdy ekran jego laptopa rozbłysł, ukazując pozbawioną twarzy, zakapturzoną postać.

– Co, do diabła! – mężczyzna podbiegł do komputera, bezskutecznie starając się wyłączyć okno komunikatora.

– Ebenezeeerzee... – odezwał się zawodzącym głosem kapturnik na monitorze.

Scruge wolną ręką uderzał na oślep w klawiaturę. Już ja cię wyłączę!, myślał, lecz sprzęt nie reagował.

– Ebenezeeerze, jestem duchem Bożego Narodzenia. Przybywam, by pokazać ci twoje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość!

Ebenezer, wściekły, wyszarpnął kabel zasilania, ale przecież laptop działa także na baterię...

– Ruszajmy – powiedział duch i Scruge natychmiast poczuł się słabo. Szklanka wypadła z jego dłoni, rozbryzgując się na podłodze, zaś on osunął się bezwiednie na fotel.

A potem wszystko się rozmyło...

Czytaj dalej

Świąteczna opowieść, cz. 2 z 4

– Gdzie ja jestem?!

Ebenezer zerwał się na równe nogi, mimo że nie miał przecież najmłodszych kości.

– Spokojnie Ebenezerze. Jesteś u siebie.

Mężczyzna odwrócił się i zobaczył tę powłóczystą postać z twarzą ukrytą w cieniu kaptura. Odwrócił się raz jeszcze – i ujrzał salon swojego rodzinnego domu.

Tego, w którym nie mieszkał od ponad trzydziestu lat.

– Czy ktoś może mi to wyjaśnić? – rzucił rozkazującym tonem.

Duch podszedł do niego. Stali teraz ramię w ramię.

– A co tu jest do wyjaśniania? – powiedział spod kaptura – Zabrałem cię w przeszłość, tak, jak obiecałem. Spójrz.

Zjawa skinęła głową, a wzrok Scruge'a podążył za tym ruchem. W rogu świątecznie przybranego salonu znajdowała się choinka, zaś u jej podstawy mały chłopiec majstrował coś przy prezentach. Dziecko było odwrócone tyłem, ale Scruge od razu poznał te rozwichrzone włosy i wełniany kubraczek.

– Czy to... ja? – wyjąkał.

Duch przytaknął.

– Masz sześć lat. Właśnie przeglądasz prezenty, które powinieneś znaleźć dopiero jutro rano. Przyszedłeś tu, bo wiedziałeś, że rodzice już śpią. Czy pamiętasz, co stanie się za chwilę?

Mężczyzna pokręcił głową.

– W takim razie, patrz...

Chłopczyk podniósł największe, dziurkowane, pudło i potrząsnął nim tuż przy uchu. Następnie odłożył je i rozpakował. Wewnątrz znajdował się mały, biały kotek.

Zwierzątko poruszyło niezgrabnie łapką, gdy chłopiec uniósł je do góry. Ebenezer zbladł.

– Każ mu przestać!

Lecz duch nie zareagował.

Teraz chłopiec wstał z kucek i wybiegł z pokoju, trzymając kotka przed sobą. Kapturnik pociągnął Scruge'a za rękaw, dając mu znak, aby poszli za nim. Gdy stanęli w kuchni, mężczyzna patrzył niczym zahipnotyzowany, jak dziecko otwiera piekarnik i wkłada zwierzątko do środka. Drzwiczki zatrzasnęły się i po chwili pomieszczenie wypełnił drażniący nozdrza swąd palonego mięsa.

Scruge odwrócił wzrok.

– Czy teraz pamiętasz? – wyszeptała zjawa – Nie mogłeś znieść, że to nie ty, ale twój braciszek dostał małego kotka. Prezent, którego tak bardzo pragnąłeś.

– Niech to szlag – wycedził Ebenezer – Rodzice nigdy mnie nie kochali; nie tak, jak jego... Ale ja przynajmniej czegoś się nauczyłem. Nasze indyki pieczemy żywcem, dzięki temu mięso jest najlepsze.

Duch podniósł ze stolika szklankę i podsunął ku niemu.

– Spróbuj, to kompot twojej mamy. Pamiętasz, jak bardzo go lubiłeś?

Ebenezer wziął naczynie, ostrożnie powąchał jego zawartość, po czym skosztował.

I ponownie odpłynął w ciemność...

Czytaj dalej

Świąteczna opowieść, cz. 3 z 4

Obudził się, gdy samochód stanął. Siedział na fotelu pasażera, a obok, za kierownicą, był... kapturnik.

Ebenezer wyjrzał za szybę. Znajdowali się w miejskich dokach. W blasku portowych reflektorów grupka ludzi uwijała się, rozładowując i wypełniając nowymi kontenerami statek. Poza tym, dokoła było ciemno.

– Na cholerę mnie tu przywiozłeś? – warknął.

Duch, nie spojrzawszy na niego, odparł:

– Tutaj przeładowywane są twoje towary. Jest Wigilia, ale kazałeś swoim ludziom pracować bez przerwy, grożąc, że ich zwolnisz. Pamiętasz, kto zajmuje się transportem?

Scruge obrzucił go niespokojnym spojrzeniem.

– George...

Duch przytaknął.

– Oto i on.

Wśród robotników dał się teraz zauważyć krępy mężczyzna w ochronnym hełmie, który krzyczał coś do operatora dźwigu, wymachując przy tym rękami.

Scruge wysiadł z samochodu i ruszył w jego stronę. Powietrze było mroźne, a betonowa nawierzchnia mokra od błota i śniegu. Właśnie mijał ogromną zalakowaną skrzynię, gdy usłyszał ciche:

– Proszę Pana...

Zatrzymał się, próbując dostrzec źródło głosu. Po chwili z mroku wyłonił się chłopiec na wózku inwalidzkim. Podjechał do niego, nieporadnie odpychając rękami koła. Scruge spojrzał na otulający go koc, wybrzuszony w dwóch miejscach.

Chłopiec nie miał nóg.

– Proszę Pana – powtórzył – Czy przyjechał Pan tutaj, żeby pomóc mojemu tatusiowi?

Ebenezer przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć, zaskoczony. Dziecko patrzyło na niego z dołu szeroko otwartymi oczami, w których nadzieja mieszała się ze smutkiem.

– A kim jest twój tata? – zapytał wreszcie.

– Mój tatuś, George – wyjaśnił mały piskliwym głosem – Powiedział, że jeśli będzie dobrze pracować, to może przyjedzie ktoś, żeby go zmienić... A on naprawdę dobrze pracuje, jak Pan chce, to niech Pan sam zobaczy.

Scruge zerknął w kierunku Georga, po czym ponownie zwrócił się do chłopca:

– Zaraz, zaraz, a co ty w ogóle tutaj robisz? Tu nie wolno przebywać nikomu, kto nie jest pracownikiem firmy, a już na pewno dzieciom...

Maluch zwiesił głowę.

– Przepraszam... ale tak bardzo chciałem spędzić Wigilię z tatusiem... On tak bardzo się stara, żeby zarobić pieniążki na lekarstwa dla mnie...

Scruge uniósł w zdziwieniu brwi i już chciał coś odpowiedzieć, gdy zobaczył, że przywołuje go kapturnik.

– Zaczekaj tu – rzucił do chłopca i odszedł.

Gdy znalazł się z powrotem w samochodzie, duch wręczył mu plastykowy kubek z kawą i rzekł:

– Tak wygląda teraźniejszość, Ebenezerze – zjawa zerknęła w jego kierunku, by upewnić się, że umoczył usta w ciepłym napoju – A teraz udamy się w przyszłość.

Zanim zapadł w sen, Scruge zdążył jeszcze usłyszeć, jak postać w kapturze zapala silnik...

 

Toplista: Najlepsze Horrory w Necie
Toplista: Opowiadania
Toplista: Straszne historie